Zapraszam wszystkich do lektury. Niniejszy numer jest pierwszym i mam nadzieję, że nie ostatnim;)
Nazwę wziąłem z wersetu:
brahmanda bhramite kona bhagyavan jiva
guru krsna prasade paya bhakti-lata-bija
"Zgodnie ze swoją karmą żywe istoty podróżują po całym świecie. Niektóre wznoszą się na wyższe planety, niektóre schodzą do niższych światów. Spośród wielu milionów dusz, nieliczni szczęśliwcy, dzięki łasce Kryszny otrzymują towarzystwo mistrza duchowego. Dzięki łasce Kryszny i mistrza duchowego otrzymuje on nasionko służby oddania."
Bhakti lata to roślinka służby oddania. Po hiszpańsku "lata" to puszka:) Tytuł można więc tłumaczyć jako "Puszka bhakti";)
Planuję publikować to dwa razy w miesiącu z okazji Ekadasi, zobaczymy jak się uda. Jeśli ktoś chciałby otrzymywać kolejne numery pocztą elektroniczną, niech wyśle mi maila: madhavendra11@gmail.com.
Magazyn można ściągnąć stąd:
Bhakti-lata 1
Monday, 1 November 2010
Tuesday, 26 October 2010
Sadhana, czy łaska?
Nowe krople 3
(KKB 35 do ściągnięcia)
26.10.2010 Rycerka
Fragment wykłady Prabhupada. Przetłumaczę cały, jest świetny.
Zapisujcie swoje przemyślenia*
Każdy z was powinien pisać o swoich przemyśleniach. Po co jest Back to Godhead? Zapisujcie, co zrozumieliście o Krysznie. To jest wymagane. Nie bądźcie bierni, zawsze działajcie. Kiedykolwiek znajdziecie czas, powinniście pisać. Nie przejmujcie się, czy to będą dwie linijki, czy cztery, po prostu piszcie. Śravanam kirtanam, pisanie, czyli ofiarowywanie modlitw, pisanie o chwałach. Jest to jedna z funkcji Vaisnavy. Słuchacie, ale musicie także pisać. Pisanie oznacza smaranam, pamiętanie tego, co usłyszeliście od waszego mistrza duchowego, co przeczytaliście w pismach. Piszcie dla Visnu, nie piszcie nonsensów dla nonsensownych ludzi, to strata czasu. Piszcie o Visnu, Krysznie. To jest dbanie o świadomość Kryszny. Słuchajcie, piszcie, pamiętajcie i próbujcie zrozumieć. Nie bądźcie tępogłowi. Bez bycia bardzo inteligentnym, nikt nie może mieć pełnej świadomości Kryszny. To jest dla najbardziej inteligentnych. Ta inteligencja przyjdzie, jeśli będziecie próbowali zrozumieć Krysznę. Mamy tak wiele książek. Zawsze próbujcie zrozumieć Krysznę. Wtedy będziecie wyzwoleni.
(Wykład z Brahma-samhity, Los Angeles, 14 sierpnia 1972)
* Angielskie „realization” przetłumaczyłem jako „przemyślenia” oraz „zrozumienie”.
* * *
Podobał mi się ten wykład. Pewnie dlatego, że sam piszę ile się da. Wprawdzie nie piszę tylko o Visnu i życiu duchowym, ale nie martwię się tym. Każdy musi z czegoś żyć, a jeśli kiedyś udałoby mi się wybić, to czym różniłoby się to od zwykłej pracy, czy biznesu? Zresztą nie potrafię i tak oddzielić pisania od siebie, więc myślę, że duchowość gdzieś tam przenika…
Nie o tym miałem pisać. Brak Kryszny w życiu jest ostatnio moim największym problemem. Nie chodzi tylko o zewnętrzny brak – próbuję mantrować, śpiewamy z Tulasi bhajany, czasami czytam śastry, czy słucham wykładów, tak że z tym nie jest aż tak źle. Chodzi o to, że nie odczuwam obecności Kryszny i to mnie martwi. Albo odsunął się ode mnie, albo robię coś źle, słabo – w obu przypadkach niewesoło. Ale nie dołuję się – będę się starał i wtedy się zobaczy. Mówi się przecież, że zrobisz jeden krok w Jego stronę, On zrobi sto w twoją. Doświadczałem tego przecież wcześniej.
* * *
Zima już za pasem. Kiedy patrzę przez okno, dodaje mi otuchy widok zrąbanych pni brzozy ułożonych pod ścianą na opał. Jest w tym coś swojskiego. Miło będzie siedzieć w środku, gdy za oknem strzela mróz, w kominku buzuje ogień, zima bez żadnej pracy (rozkosze bezrobocia:)…
„Poleganie na łasce”
Gour Govinda Maharaja
Uczeń zadaje pytania Maharajowi. Najpierw mówi, że słyszał, iż słuchanie o Krysznie jest równie dobre, jak widzenie Go. Maharaja odpowiada, że to prawda – jeśli regularnie będziemy słuchać o Krysznie od czystego wielbiciela, nasze serce oczyści się z wszystkich brudnych rzeczy.
To dodaje nadziei – co ja mogę sam zrobić? Ok, mogę próbować się poprawić, ale żeby naprawdę oczyścić serce muszę pozwolić się dotknąć Vaisnavie. Tego też dotyczy dalszy ciąg rozmowy.
Uczeń czytał gdzieś, że w tym wieku nie da się osiągnąć doskonałości przez sadhanę, po co więc ją spełniać? Maharaja odpowiada, że robimy to, ponieważ poprosił nas o to nasz guru, ale tak naprawdę całkowicie zależymy od łaski, własnymi wysiłkami nic nie możemy osiągnąć.
„Jakie mamy kwalifikacje? Nic nie mamy. Jesteśmy upadli, zdegradowani, żadnych zalet, jedynie złe rzeczy i nonsensy. Naszą kwalifikacją jest nasza dyskwalifikacja. Co w takim stanie możemy osiągnąć? (…) Polegamy jedynie na łasce”
* * *
Ważny punkt – znalezienie balansu pomiędzy wagą własnych wysiłków (bo nie zgodzę się, że nie mają one same w sobie żadnej wartości), a pokorze i poleganiu na łasce.
Wiem, że jest Kali yuga, mam kupę złych cech, nie będę ich tu wymieniał, każdy wie, co w nim siedzi, ale człowiek ma w sobie wrodzony mechanizm samodoskonalenia, który z większą, czy mniejszą skutecznością będzie prowadził go do przodu. Tak więc sadhana (nie mam tylko na myśli wstawania wcześnie, ale wszystkie rzeczy, które reprezentują to, czym chcemy się stać, w opozycji do tego, czym jesteśmy teraz) ma wartość. Pragnienie samodoskonalenia się jest zdrowe. Teraz trzeba nauczyć się pogodzić je z nastawieniem bezradności w obliczu pełnej duchowej doskonałości – własnymi wysiłkami nigdy nie uda nam się osiągnąć najwyższego, duchowego poziomu. Do tego potrzebujemy pomocy z góry.
Myślę, że ten balans przyjdzie sam, z modlitwy, przemyśleń, starań, prób i błędów. Nie widzę innej możliwości. Zrozumienie, do którego nie doszliśmy sami, ma tendencje do zesztywnienia, braku elastyczności, dlatego ważne jest dojście do niego (balansu) samemu. Uczenie się na błędach innych to mit i nieprawda. Wszyscy się różnimy i to tak bardzo, że próby stworzenia uniwersalnych zasad zachowania są śmieszne.
* * *
Trudno mi nie kwestionować tego pisania. Przeczytałem ten numer KKB, porozmyślałem, spróbowałem zrozumieć, ale nie było w tym oddania, nie poczułem się bliższy Kryszny. Trzeba próbować robić to systematycznie, na pewno się polepszy. Poza tym muszę dołożyć też inne rzeczy. Popracować nad mantrowaniem (zacząć od trzymania się systematycznie tej samej ilości rund), pomyśleć o jakiejś, nawet niedużej służbie dla Kryszny, może ofiarować Mu jakieś wyrzeczenie. Coś z serca. No i więcej słuchania wykładów Tripurari Maharaja. Kiepsko z tym ostatnio, ale przecież mam doświadczenie. Kilka tygodni temu jechałem parę godzin pociągiem i większość czasu słuchałem wykładów – niesamowity spokój umysłu i miękkość serca na takim poziomie, jakiego nie doświadczałem od paru lat. Przezwyciężyć lenistwo i apatię. W tym problem.
* * *
Gdzie jest juice? A dlaczego ciągle czekasz na juice? Może dlatego go nie masz, bo ciągle skupiasz się na sobie. Podobno prawdziwe szczęście zaczyna się, kiedy nasze „ja” schodzi na dalszy plan, zastąpione przez empatię, współczucie, świadomość czegoś poza (ponad) nami. Tak mówią święci, to samo wyczytałem u Dąbrowskiego, samemu też miewałem tego doświadczenie. Też do popracowania. Jeszcze nie wiem, jak w praktyce.
* * *
Pomaga mi czytanie starych dzienników, z czasów, kiedy naprawdę żyłem świadomością Kryszny, na każdej płaszczyźnie – wewnętrznej i zewnętrznej. Wiem, że niemożliwe jest cofnięcie się, zresztą to byłoby głupie – dlaczego miałbym odrzucić wszystkie lekcje zdobyte przez ostatnie lata? Robi mi się jednak lepiej, kiedy przypominam sobie, że możliwy jest stan umysłu, w którym czujemy bliskość Kryszny, w którym przekraczamy nasze ograniczenia dla wyższego celu, w którym czujemy głęboki spokój i przenikające szczęście w sytuacjach zewnętrznie nieprzyjemnych, zimnych, w momentach, kiedy zupełnie udaje nam się polegać na Krysznie, w chwili kompletnej bezradności i niewiary we własne siły.
Friday, 22 October 2010
Pożegnanie
Radha Govinda z Govinda Dvipy
Irlandzka zawierucha 21
11.11.1998
Cork
Jutro musimy zwijać się do Polski. Dziś mieliśmy zamieszanie jak nie wiadomo co, ponieważ, żeby odzyskać nasze paszporty, które zatrzymali nam w urzędzie w Dublinie, musielibysmy pokazać bilety na samolot. problem jest taki, że samolot kosztuje około 500 funtów na osobę! A autobus 100. Radha Govinda mataji zadzwoniła do departamentu sprawiedliwości w Dublinie i spytała dlaczego nas tak traktują.
Najpierw kobieta w biurze była bardzo uprzejma, powiedziała, że musi wszystko sprawdzić i oddzwoni później. Zadzowniła po pół godzinie i już nie była miła. Nie dowiedzieliśmy się w czym problem. Powiedziała, że nie może nam powiedzieć, ale uzyskaliśmy choć tyle, że wystarczy nam bilet na autobus.
Teraz czekamy, aż w Dublinie Kalyani mataji kupi nam bilety, przefaksuje je do tutejszego komisariatu policji i wtedy będziemy mogli odebrać paszporty.
Jeszcze nie jestem pewny, co zrobimy. Pojedziemy przez Londyn i może tam się „urwiemy”? Później byśmy wrócili tutaj, do Cork.
Brzmi to nieźle, ale przez to całe napięcie boli mnie głowa i myśl o tych zamieszaniach, kombinacjach, podróżach, nielegalnych aranżacjach przeraża mnie. Odpocząłbym…
… Właśnie zadzwonił Kasi Miśra i poradził, żebyśmy wracali do Polski, bo w innym wypadku groziz nam deportacja i już w ogóle nie będziemy mogli tu wrócić. Więc po wszystkim.
12.11.1998
Wracamy. Purusa zawozi nas do Dublina. Wieczorem mamy autobus do Londynu.
13.10.1998
prom z Anglii do Francji
Jutro wieczorem powinienem być już w Krakowie. Jestem zmęczony podróżą, nie myślę zbyt jasno. Nie wiem, czy się cieszyć z tego powrotu, czy nie. Chyba bardziej nie. Nie chciałem opuszczać Irlandii.
Dzis w Londynie poszliśmy do świątyni na darśan Radha London Iśvary. pomodliłem się o błogosławieństwo służby dla Radha Govindy i szybki powrót do Irlandii. Poprosiłem też, żeby zniknęło pożądanie z mojego serca. Dostaliśmy trochę maha prasadam i po pół godzinie musieliśmy zmykać na autobus.
Jestem wdzięczny Guru Maharajowi za to doświadczenie. Zmagałem się, przeżyłem ciężkie chwile (i dobre też!), ale mimo wszystko czuję, że zrobiłem postęp duchowy. Po dwustu harinamach to chyba nie takie dziwne!
Haribol!
Harikeśa Prabhu 2
Grzebiąc nie w swoich sprawach...
Irlandzka zawierucha 20
03.11.1998
Cork
Miałem wczoraj “lekkie” załamanie. Przeczytałem listy Harikeśy Prabhu i kompletnie rozbił się mój światopogląd. najgorsze było to, że jego słowa przyciągnęły mnie. To jak mówił o GBC i swojej pozycji był mocnym ciosem, ponieważ wszystko było tam na odwrót – to on był „tym dobrym”, który chciał uchronić nasz Ruch przed upadkiem, a inni sannyasini i guru byli ślepi.
Poczułem się dziwnie, odniosłem wrażenie, że to może być prawda. Harikeśa był tak przekonywujący, że ogarnęło mnie podejrzenie, iż zostałem oszukany i ten Ruch nie jest czymś prawdziwym. To był cios.
Dlatego poszedłem do Guru Maharaja, chciałem, żeby przekonał mnie, że nie mam się czego bać.
Rozmowa była straszna. Chodzi o to, że te listy Harikeśy przeczytałem na poczcie Guru Maharaja, do której mieliśmy dostęp, kiedy Maharaja był w Polsce. Na maila do niego przychodziły też wiadomości do nas, ale kiedy zobaczyłem imię Harikeśy w temacie nie wytrzymałem i przeczytałem. Maharaja był wściekły. Wyrzucił mnie z pokoju i wezwał Anantę, słyszałem zza drzwi, jak krzyczy na niego, pytając dlaczego pozwolił, żebym czytał jego prywatną korespondencję.
Byłem rozbity. Poszedłem do łóżka i schowałem się w śpiworze na parę godzin. Nie zszedłem nawet na Gaura arati.
Dzis rano Maharaja już nie był rozgniewany. Zrobił wykład o Harikeśy Prabhu, a później zawołał mnie do siebie i pokazał mi listy jakiegoś sannyasina, chyba Tamal Kryszny Maharaja, odnoszące się do tych listów Harikeśy, które tak mnie skołowały. Tego było mi trzeba. Ochłonąłem i nawet zrobiło mi się wstyd, że tak łatwo dałem się przyciągnąć pięknym słówkom.
Ciągle czuję się zanieczyszczony tą lekturą, ale już widzę, gdzie leży błąd.
Według Harikeśy możmey pokochac Radhę i Krysznę, jednocześnie rozwijając tutaj, w materialnym świecie erotyczny związek z kobietą i w tym związku, seks pomaga w rozwinięciu duchowej miłości. Przez tą materialną miłość oczyścimy się na tyle, że będziemy w stanie pokochać Krysznę.
Mówi też, że Iskcon jest towarzystwem impersonalistów, którzy boją się kochać, że są jak kamienie. Zarzucał im, że jak możemy pokochac Boga, nie kochając siebie, jak również naszych żon, dzieci.
Jego słowa miały na mnie duży wpływ, ponieważ wiele z tych rzeczy pojawiło się już w mojej głowie wcześniej. I nadal uważam, że są to rzeczy prawdziwe. Jak na przykład to, że jak możemy pokochać Krysznę, skoro nie potrafimy rozwinąć głębokich związków tutaj, z innymi ludźmi.
Niebezpieczeństwo jest w tym, że Harikeśa Prabhu pomieszał prawdziwe rzeczy ze swoimi wymysłami, tworząc narkotyczną mieszankę, obiecującą ulgę.
Guru Maharaja powiedział na wykładzie, że nie możemy poznać Kryszny przez swoje spekulacje – można Go pokochać tylko dzięki łasce mistrza duchowego. Jeśłi odrzucamy jego nauki i wskazówki śastr, jesteśmy niczym. Jak słodka i cudowna jest czyjaś spekulacja, pozostaje czyimś wymysłem i dlatego będzie jedynie powodem dalszego uwikłania się w materialnej egzystencji.
Najbardziej odpychające (i pociągające) jest stwierdzenie, że seks nie jest grzechem, ale lekarstwem. Doświadczyłem w życiu i seksu i czystości. Różnica jest kolosalna.
Za dużo tego na raz. Żałuję, że już nie jestem tym prostym brahmacarinem, który nie wie, co się dzieje na świecie, ale skupia się na własnym życiu duchowym i modli się przed Bóstwami, żeby móc służyć, rozprowadzać te książki. Choc w sumie chyba nigdy nie byłem prostym brahmacarinem. po prostu siedziałem w ignorancji głębiej niż teraz i nic nie jarzyłem. teraz widzę, że choć mam problemy to w jakis sposób moja wiara w Krysznę jest większa niż jeszcze kilka miesięcy temu. Teraz dopiero widzę, że moja inicjacja naprawdę była początkiem. Tyle rzeczy zaczyna rosnąc w sercu. I nie mam na myśli tylko tych dobrych rzeczy.
Fajnie byłoby już być po drugiej stronie tej ścieżki i odetchnąć z ulgą.
Niedługo wyjazd
Irlandzka zawierucha 19
29.10.1998
Dublin
No i chyba koniec naszego harinama-party w Irlandii. Nie dostaliśmy wizy i jest prawie pewne, że nie dostaniemy, tak więc 14 XI będziemy musieli wrócić do Polski. Smutno mi z tego powodu, bo przywiązałem się mimo wszystko do tej służby, bhaktów (Purusa jest super i Ananta też), a nawet naszych baktinek, z którymi miałem niekończące się spięcia. Utrzymywały nas wszystkich, handlując bursztynami po całej Irlandii. Nieraz na nie narzekałem, ale teraz jestem po prostu wdzięczny. Tak zresztą jak i innym bhaktom, którzy nam pomagali na różne sposoby. dziś na przykład Kalyani mataji udostępniła nam swoje mieszkanie na noc, a sama pojechała gdzieś indziej. Praghos Prabhu próbował nam pomóc z wizami, a Gaurakiśora z żoną cały czas pomagali nam w ośrodku, niesamowite osoby.
Lubię tutejszych bhaktów. Wydaje się, że całe ich życie skupia się wokół Radha Govindy na wyspie i to ma swój urok.
Będę prosił Bóstwa, żebym mógł jakoś zostać w Irlandii. To w końcu Oni są prawdziwymi kontrolerami tego kraju.
Refleksje po Govinda Dvipie i wizyta Yamadutów
Zdjęcia z Govardhana Pujy, na Govinda Dvipa
Irlandzka zawierucha 18
18.10.1998
Cork
Jutro jedziemy do Dublina, później na Govinda Dvipę, a po festiwalu, do Belfastu, kombinować, co z wizą. Fajnie jest tak podróżować. Spotkanie z nowymi wielbicielami.
23.10.1998
Dublin
I już wracamy. To była wspaniała wycieczka. Świątynia jest piękna, otoczona lasem, wszędzie przechadzają się jelenie, pawie, wszystkiego doglądają piękne bóstwa Radha Govinda. Były kirtany, uczty, towarzystwo wspaniałych bhaktów. Żałuję, że nie pisałem na bieżąco, mam teraz nauczkę.
Były też inne rzeczy, ale o nich nie napiszę – chcę się uczyć pozytywnego myślenia.
wieczorem
Cork
Pokłóciłem się w Dublinie z Anantą, i szczerze mówiąc to była moja wina – wybuchnąłem bez powodu, byłem opryskliwy, a później nie miałem na tyle przyzwoitości, żeby przeprosić. Z matajis też się pokłóciłem. I w drodze powrotnej zdarzyła się ciekawa rzecz.
Jechaliśmy w ciemności przez deszcz, siedziałem z tyłu, obok Ananty, mantrowałem, ale w końcu zacząłem drzemać. I nie mam pojęcia kiedy przeszedłem do snu (jeśli to był w ogóle sen).
Nagle zdałem sobie sprawę, że deszcz ciągle pada, ciągle siedzę w samochodzie, słyszę szum silnika, tylko, że teraz samochód jest większy i siedzę pomiędzy dwoma wysokimi postaciami, w czerni i w dziwnych kapeluszach. Spod rond nie było widać twarzy. Zdałem sobie sprawę, że to są Yamaduci i zabierają mnie swoim powozem do piekła!
- Jak to możliwe? – zapytałem przez łzy. – Przecież byłem bhaktą, mantrowałem, robiłem harinamy, służyłem guru i Krysznie, a teraz idę do piekła?
Obie postacie zwróciły na mnie twarze (których nie widziałem zza cienia) i równocześnie powiedziały:
- Kiedy obrażasz Vaisnavów, to nic innego się nie liczy.
Zrozumiałem, że po mnie, zawaliłem sprawę. Zacząłem krzyczeć. I nagle obudziłem się w samochodzie z krzykiem. Ciągle siedziałem obok Ananty, który też spał. Mataji popatrzyły na mnie ze zdziwieniem, musiałem chyba krzyknąć na głos.
Przed chwilą przeprosiłem Anantę i opowiedziałem mu ten sen. Przyjął przeprosiny, ale powiedział, że szkoda, że przepraszam ze strachu, a nie z przekonania. Ma rację.
26.10.1998
Cork
Słucham muzyki z Govinda Dvipy, próbuję złapać tamtejszą atmosferę. Chciałbym napisać kilka refleksji w związku z tym. Przeglądałem przed chwilą czasopismo bhaktowskie z wyspy „Binding Force”. Chciałbym być częścią tej społeczności. Jest inna atmosfera niż w Polsce, bardziej rodzinna, mieszka tam dużo dojrzałych grihastów, wszyscy się znają, wspierają. Fajnie byłoby pomieszkać tam, prowadzić proste życie, rąbać drwa, gotować, intonować dla Radha Govindy. Może i byłoby ciężko, przecież już wiem, że od siebie nie ucieknę, ale warto spróbować.
Kwestia jest jednak taka – dlaczego nie spróbuję tutaj, w Cork? Przyszło mi to teraz do głowy. Dlaczego chcę zmieniać miejsce i znów ograniczam pragnienie zmiany na lepsze do fizycznej zmiany miejsca zamieszkania? Dlaczego nie zmienić punktu widzenia i nie powiedzieć sobie: „Dobra, koniec biadolenia! Jestem tutaj, ze wspaniałymi bhaktami, biorąc udział w misji guru, nauczając.
Jeśli teraz pojechałbym na Govinda Dvipę, znalazłbym się tam dokładnie z tymi samymi problemami, które mam teraz – z palącym pożądaniem, nieufnością, brakiem satysfakcji. Dlaczego nie spróbować zmienić tego teraz i tutaj? Przecież musi być jakieś wyjście z tego mojego przyciasnego pokoju.
Chcę być dzieckiem, Kryszno, pomóż mi w tym. To jest głupie, że ciągle myślę o sobie, jako o kimś wyjątkowym, szczególnym, czuję zazdrość, kiedy ktoś jest w czymś lepszy ode mnie. jak na przykład, na wyspie, kiedy te dzieciaki z gurukuli wymiatali na mrdangach, a ja zamiast cieszyć się z kirtanu, dałem się zżerać zazdrości. Ale kiedy jestem w czymś lepszy od kogoś, to też nie ma w tym prawdziwej radości.
Śyamasundar powiedział kiedyś coś mądrego – że jeśli będziemy myśleć, iż wiemy wszystko i jesteśmy najlepsi, to nigdy nie będzie szczęścia. Tylko wtedy, gdy będziemy uważać, że ktoś zna się na czymś lepiej ode mnie, jest lepszy niż ja, to nie dość, że otwierają nam się możliwości uczenia się, to jeszcze będziemy szczęśliwi, wiedząc, że są lepsi od nas.
Zacznę od prób bycia pokornym i gloryfikowania bhaktów w umyśle. Chodzi mi o wynajdywanie ich dobrych cech i unikanie myślenia o wadach. W tym może być nektar. I jeszcze myśleć o czyjejś przyjemności, nie o swojej.
Ananta Śesa daje wykład
Bóstwa, duchy i najpiękniejszy sen ze wszystkich

Irlandzka zawierucha 17
15.10.1998
Cork
Purusa powiedział dziś, że nie tylko ja mam takie problemy, wszyscy zaczynamy powoli odczuwać wpływ materialnej natury, a dzieje się tak dłatego, że dawno nie mieliśmy darśanu Bóstw. Tym bardziej cieszę się na nasz wyjazd na Govinda Dvipę. Jedziemy już w poniedziałek i do piątku, albo soboty będziemy w trasie. Boże, tak się cieszę na te wyprawę, już bym chciał, żeby był poniedziałek, a to jeszcze cztery dni!
16.10.1998
Cork
Bhaktowie zaraz idą na harinam, ale ja nie chcę iść. Zostaję w świątyni. Odkąd tutaj jesteśmy, byłem na setce (dosłownie!) harinamów i mam trochę dosyć.
Patrząc na swój stan umysłu, mam wrażenie, że jestem na wojnie i czekam, kiedy wreszcie Kryszna pozwoli mi wycofać się do taborów, na tyły, żebym sobie odpoczął. Tam jest spokojniej. Bez tego, chyba polegnę w tej bitwie i to w sposób wcale niechwalebny.
Właśnie wszyscy wyszli i zostałem sam w tym domu. Na dodatek tutaj straszy. Poważnie. W nocy męczą nas koszmary, w których powtarza się motyw chorej staruszki. Śniło mi się, że obudziłem się w aśramie i obok mojego łóżka leży inne, na którym leży staruszka podłączona do jakichś kroplówek. Zdrętwiałem ze strachu. Staruszka dostrzegła mnie i zaczęła pytać, gdzie są wszyscy, dlaczego zostawili ją tu samą. Brrr. I nieraz czuję coś dziwnego, kiedy jestem w jakimś pokoju sam. Trochę już żałuję, że nie poszedłem z resztą.
Nudny jestem jak flaki w oleju.
Chciałbym zacząć pisać tak, żeby moja ręka straciła panowanie nad sobą i żeby stała się jak wiatr próbujący dogonić umysł, który pędzi spontanicznie przed siebie, nie martwiąc się celem. Emocje, kalejdoskop barwnych zachłyśnięć, później spokój i cichy kąt, żeby odpocząć, nabrać oddechu i znowu…
Jak dostać się do serca, w którym pali się ogień duszy? Kryszno, weź ode mnie tą tępą mechaniczność pożądania, złości, dumy i daj mi skrzydła, które pozwolą mi wzlecieć nad tą bzdurną materialną dziurę. Jesteś przy mnie cały czas, wiesz co jest moim najgłębszym marzeniem, najgłębiej ukrytą tęsknotą. Kto może to widzieć, jeśli nie Ty, Nieodstępujący Na Krok?
17.10.1998
Cork
Miałem dziś najpiękniejszy w życiu sen.
Atmosfera tego snu była czystym szczęściem, wolnością, miłością. Przyszli po mnie trzej wędrowcy i zabrali mnie w Himalaje, w drogę bez powrotu. Na końcu naszej podróży miało na nas czekać piękne królestwo, będące moim prawdziwym domem.
Moi towarzysze byli niesamowici. To byli kompletnie czyści bhaktowie. Ubrani, jak zdobywcy bieguna, wysocy, piękni, mądrzy, ich przejrzyste oczy patrzyły na mnie z ogorzałych przez mroźny wiatr twarzy, uśmiechali się z otuchą.
Przenikał mnie nastrój oczekiwania i ulgi, największej na świecie, wiedziałem, że to już koniec materialnych zmagań, a za zakrętem, tuż, tuż, leży nasz cel. Żadnego strachu, obawy, że coś się może zepsuć, świadomość, że czas przeszkód już za mną, przeszedłem wszystkie klasy, zdałem wszystkie egzaminy, pozostał tylko ten mistyczny spacer przez Himalaje.
To był piękny spacer. Szliśmy bardzo wysoko. Słońce stało w zenicie i odbijało się od śniegu tysiącami iskier, które jednak nie raziły wzroku. Byliśmy tak wysoko, że niebo było prawie czarne, mróz siarczysty, mroźne powietrze, ale przyjemne, w tej mroźności był coś oczyszczającego. Wszystko, co sprawiało ból, pozostało daleko w dole, a to zimno było raczej jak atrakcja, dodająca smak drodze. Wiedziałem, ze jestem bezpieczny z moimi przyjaciółmi, już nic nie może mi się stać.
Nie doszliśmy do szczytu góry przed końcem dnia. Ostatnia scena jaką pamiętam, była taka: odpoczywamy przy namiotach. Płonie małe ognisko. Nie rozmawiamy – patrzymy w ogień, ciesząc się wolnością. To dziwne tak sobie siedzieć na dachu świata, tak wysoko i blisko celu, jak nigdy.
Czytam książkę. To dziwne, ale ta książka jest o nas i tej wyprawie. Są w niej ilustracje. Na jednej z nich siedzę obok namiotu, trochę z dala od reszty i czytam książkę w świetle ogniska i gwiazd. Jeden z moich przyjaciół uśmiecha się do drugiego i mówi, wskazując na mnie:
- Ma łaskę chłopak, nie?
Kiedy to przeczytałem, podnoszę głowę z zaciekawieniem i słyszę te same słowa, wypowiadane w rzeczywistości. Czuję spokój i najgłębsze szczęście.
***
To był cudowny sen. Kiedy przyjdzie ten dzień, że naprawdę będę siedział z wysłannikami Kryszny na dachu świata i czekał na darśan Kryszny? Jestem zainspirowany i ożywiony. W tym śnie byłem naprawdę wolny.
Subscribe to:
Posts (Atom)